W ramach teambuildingu, mój kolega Jakub i ja spróbowaliśmy skoczyć ze spadochronem w tandemie. Pozostali tchórze z Adrop trzymali się mocno ziemi i czekali, aż zrobimy plusk.
Serce w spodniach
Mój pierwszy skok spadochronowy wykonałem z samolotu na lotnisku w Pribram. Przez całą podróż samochodem czułem się dobrze, według moich kolegów nawet za dobrze. Ale przyznaję, że po przybyciu na lotnisko, mój żołądek zaczął się trochę burczeć na widok małych laleczek spadających z nieba. Czy ja też mam skakać z odległości 4 km?
Na szczęście atmosfera na lotnisku jest tak niesamowita, że nawet strach zaczął mnie opuszczać. Mam dużo czasu, aby rozejrzeć się po lotnisku i przygotować się na to, co ma nadejść.
Spadochroniarze skaczą jeden po drugim, wypróbowując swoje kluby i jest to wspaniałe widowisko dla mnie i całej załogi Adrop.
I oto jest... Wchodzę w to!
Spadochroniarz, który będzie za mnie odpowiedzialny, nazywa się Jirka. Najpierw zakładamy specjalny kombinezon. Potem trochę teorii o tym, co robić, a czego nie robić w powietrzu. To tylko kilka zdań, które wywołują ciarki na plecach. Jak powiedział Jirka: "To wszystko zależy ode mnie, ty po prostu ciesz się tym tam na górze i kochaj to". Tu ściągnięte, tu ściągnięte, ubrane, gotowe. Po chwili oczekiwania samolot jest gotowy. Z rykiem silnika wsiadamy do samolotu z kolejną grupą profesjonalistów i ćpunów adrenaliny, takich jak ja.
Do 4 km!
20 minut oczekiwania, napięcia i dziwnych uczuć. Po, miejmy nadzieję, niekończącej się wspinaczce na 4 km nad ziemią, jest tutaj. Jirka przypiął mnie do swojego brzucha. 4 kliknięcia i koniec. Tak, 4 kliknięcia i gotowe! "Boisz się? Nie martw się, i tak skoczymy, nikt nie wróci na dół samolotu".
1,...2,...3...
To jasne, że to jest to. Raz, dwa, trzy, jesteśmy na krawędzi i nagle tam, gdzie nie ma nic, jest tylko daleki kraj. Wszystko stało się tak szybko, że ledwo zdążyłem mrugnąć. Nagle krzyczę i lecę. To niewiarygodne uczucie...
Trzeba samemu tego doświadczyć. Lecisz niesamowicie szybko, słyszysz wszystko w uszach, czujesz ciśnienie i huk, spadasz i spadasz w nieznane.
Jednym słowem "WOW".
Nagłe klepnięcie w ramię - znak, że wszystko jest w porządku. A po chwili szarpnięcie. Najdłuższa i jedna z najlepszych minut w moim życiu. Nie da się opisać jak to jest lecieć do 200km w swobodnym spadaniu. Po otwarciu spadochronu przyszła kolej na podziwianie widoków. Emocje sięgają zenitu i chciałoby się zrobić to jeszcze raz. Po niecałych 10 minutach pięknego lotu spadochronowego, kiedy wszystko widać z lotu ptaka, naprawdę warto, czekam tylko na idealnie wygodne lądowanie na ziemi. Nawet nie chce się wstawać, co to był za wspaniały czas, energia i adrenalina przepływają przez całe ciało.

Jeśli tego nie doświadczyłeś, nie doświadczyłeś prawdziwego przypływu adrenaliny. Dla pobranych połówek, to doświadczenie życia jest tego warte. Do dzieła! Wybierz jeden z naszych skoków tandemowych i skocz na główkę!
A jeśli się boisz, co powiesz na świetną zabawę z grupą kolegów na imprezie takiej jak pożegnanie wolności, co?
Zuzka P.


