Podróżując po Nowej Zelandii spełniłem swoje wielkie marzenie - nurkowanie z gwiazdą filmu Szczęki i najniebezpieczniejszym rekinem na naszej planecie. Żarłacze białe (ludojady) w Nowej Zelandii wypływają z najbardziej wysuniętego na południe krańca Wyspy Południowej z miasta Bluff na Wyspy Stewarda, gdzie samice tego majestatycznego rekina przybywają, aby urodzić swoje rekinie potomstwo. Mówi się między innymi, że Bluff ma najlepsze ostrygi na świecie.

Najpierw rejs widokowy
Rano wypływamy z przystani w Bluff, a na śniadanie zjadam tylko jeden batonik czekoladowy, co okazuje się fatalnym błędem. Po godzinie żeglugi jesteśmy w zasięgu wzroku Wysp Stewarda. Jak na razie fale są chłodne i miejmy nadzieję, że tak pozostanie. Kiedy docieramy na miejsce, czeka już na nas łódź, która jest tu również po to, by obserwować rekiny. Mamy ułatwione zadanie, ponieważ jeden rekin wynurza się, gdy kotwiczymy. Prawdopodobnie po to, by się przywitać. Jest oszałamiający, wszyscy krzyczą chórem "Aaaah".
Jestem podekscytowany jak dziecko, ale tak naprawdę nie schodzę pod wodę...
Na łodzi jest nas dziesięciu. To taka mieszanka narodowości Amerykanów, Szwedów, Anglików, Francuzów, Kanadyjczyków, Zealczyków i mnie. Spodziewałem się nieco większej łodzi, ale damy radę :)

zdjęcie: sharkexperience.co.nz
Klatka powoli zaczyna zanurzać się w wodzie, a jako pierwsi wychodzą ludzie z licencją nurkową, w tym ja, ale po raz pierwszy w życiu wolałbym nie mieć licencji nurkowej. W końcu te rekiny mają do 5 metrów długości i ważą około tony. I spójrzmy prawdzie w oczy, ich reputacja wyprzedza je...
Zwabienie do siebie rekinów to trochę dziwne uczucie
Nasz dzisiejszy przewodnik, Mike, który jest również właścicielem firmy Shark Experince, próbuje zwabić rekiny zmielonym starym tuńczykiem zmieszanym z wodą i solą. Ten przerażająco pachnący koktajl wylewa się do morza co 15 minut z beczki. Jest to podobno gwarantowana przynęta na rekiny, wraz ze starą głową tuńczyka i muzyką ACDC. Wciąż od czasu do czasu uderza czymś w łódź... nazywają go ekspertem. To naprawdę działa i rekin wrócił...

Zdjęcie: sharkexperience.co.nz
Zaczynamy ... można było zmniejszyć zdenerwowanie
Pierwsze nurkowanie jest rzeczywiście bardzo nerwowe i pełne emocji. W końcu czytałem o wielkich białych i nie były to dokładnie bajki na dobranoc, więc szacunek. Zanurzamy się w bardzo orzeźwiającej czternastostopniowej wodzie, gdy samica o długości około czterech metrów przepływa obok klatki. Dwa razy skacze tuż przed klatką na przynętę - starą głowę tuńczyka. Samica nadal kręci się w pobliżu i paraduje przed klatką. Wow! To niesamowity spektakl... Z bliska wydaje się jeszcze większa i bardziej majestatyczna.
Mama miała rację, śniadanie to najważniejszy posiłek dnia
Dwadzieścia pięć minut później wychodzimy z wody podekscytowani, ale zmarznięci jak precle. Na pokładzie krzyczymy, pokazujemy sobie nawzajem nasze najlepsze filmy i pijemy herbatę, żeby się rozgrzać. Fale powoli zaczynają się podnosić, a mój deficyt śniadaniowy zaczyna być widoczny. Mój żołądek zaczyna trochę pływać.
Drugie nurkowanie w tym samym miejscu nie było już tak podnoszące adrenalinę. Wielką białuchę widzieliśmy tylko z daleka, a po dziesięciu minutach ponownie wynurzam się na pokład, który chwieje się na boki. Teraz po prostu muszę. Za pierwszym razem chowam go jeszcze do kibla, ale za drugim i tak bym nie zdążył, a rybę karmię szablą. Tym dużym chyba się nie podoba, bo od jakiegoś czasu się nie pojawiają.
Wspornik klatki pękł... więc? Wchodzimy pod wodę!
Udajemy się na drugie miejsce nurkowe z pół tkaną klatką na rufie łodzi. Ponieważ fale są naprawdę duże, stalowy uchwyt klatki o średnicy 5 cm kruszy się po drodze. Chłopaki na łodzi naprawiają go liną i płyną dalej. Ale za chwilę ta lina również się kruszy i ku przerażeniu Mike'a wygląda to na duży problem. Zwalniamy więc trochę i płyniemy do następnego miejsca, gdzie znów czeka łódź, którą spotkaliśmy rano. Tym lepiej, że jesteśmy już "zwabieni".
Nie więcej niż 4 do klatki i tym razem nikt do klatki
Mike daje nam instrukcje. Czterech do klatki i nikogo do klatki. W pierwszej lokalizacji zrobiliśmy normalne zdjęcia klatki z góry. "Dlaczego?" zapytał jeden z moich kolegów, trochę głupio. "Bo nasza klatka jest zepsuta!", co nie do końca nas uspokoiło, widząc tylko dwie liny podtrzymujące stalową konstrukcję klatki. Ale i tak poszliśmy dalej...

zdjęcie: sharkexperience.co.nz
Fantazja czyni cuda
Podczas naszego drugiego nurkowania widzieliśmy w sumie około pięciu rekinów.
Kiedy przepływały obok nas, powtarzałem sobie, że teraz linka puści i klatka zanurkuje. Będziemy tam bez ochrony, przeciwko temu władcy mórz, twarzą w twarz i bez klatki. Na szczęście moja wyobraźnia pozostała w mojej głowie i rekin zbliżył się do klatki na około pół metra, nie rozbijając się o nią (jak w mojej wyobraźni) i po prostu nas obserwując.

Zdjęcie: sharkexperience.co.nz
Po wynurzeniu się na powierzchnię założyłem funkcjonalną koszulkę i ciepłą bluzę, ale nadal trząsłem się jak grzechotnik, ponieważ czternaście stopni to czternaście stopni, a adrenalina też się wyczerpała.
Czy było warto?
Po lunchu (odłożyłem najlepsze ostrygi na świecie do następnego razu ze względu na stan mojego żołądka) powoli wypłynęliśmy z powrotem w kierunku Bluff. Zastanawiam się, jakie były moje oczekiwania i porównuję je z rzeczywistością. Główną różnicą, jaką widzę, jest to, że spodziewałem się długiego oczekiwania, zanim wielki biały zostanie wypuszczony. Potem myślałem, że wejdziemy do klatki, rekin okrąży nas dwa razy i zniknie. Tak więc wszystko to było miłą niespodzianką, ponieważ rekin był tam prawie cały czas, kręcąc się wokół nas, a doświadczenie było tym silniejsze.
Po godzinie żeglugi docieramy do Bluff, gdzie otrzymujemy od Mike'a zaświadczenie, że przeżyliśmy nurkowanie z żarłaczem białym.

Zapłaciłem 430 dolarów za to doświadczenie, które trwało około sześciu godzin, plus dodatkowe 30 dolarów za możliwość filmowania kamerą gopro. Gdybym nie miał licencji płetwonurka, zapłaciłbym dodatkowe 99 dolarów.
Oczywiście było warto! To była niezapomniana przygoda
Jeszcze długo po powrocie byłem przepełniony emocjami i kołyszącymi rytmami morza. Spełniłem swoje marzenie o wielkiej przygodzie. Nadal często wspominam i opowiadam znajomym o linie, która trzymała klatkę i karmieniu ryb.
Jeśli kiedykolwiek wybierzesz się na wycieczkę do Bluff, zdecydowanie zanurz się, aby zobaczyć żarłacza białego. Warto!


