W ramach naszego corocznego Adropcampu udaliśmy się do Hummercenter w Pradze, aby sprawdzić te potwory, o których mówi się, że zaczynają się tam, gdzie inne się kończą. Brzmi ostro, ale zobaczymy.
Nie mogliśmy się doczekać
Było jasne, że nie ma czasu do stracenia, więc od razu wyruszyliśmy na naszą pierwszą przejażdżkę. Wszyscy wspięliśmy się na tył ładnie zakamuflowanego Humvee i cieszyliśmy się jazdą. 
Ktoś więcej, ktoś mniej. Mniej, zwłaszcza po tym, jak instruktor kazał nam schować wszystkie nasze rzeczy, ukryć kamery i gopro, bo więcej ich nie zobaczymy, i założyć kaski. Bardzo szybko zrozumieliśmy, po co je mamy, właściwie już przy pierwszym mniejszym skoku, kiedy tak jakby lecieliśmy na kadłubie i zastanawialiśmy się, czy trzymać się kolegi, czy tyczki. Ale to była świetna jazda! Objechaliśmy cały tor i nie mogliśmy się doczekać, aby spróbować jazdy podobnym samochodem.
Czy pozwolą nam nim jeździć?!
Podczas oczekiwania na jazdę Hummerem w powietrzu unosiła się lekka nerwowość, nie każdy w zespole czuje się pewnie za kierownicą samochodu osobowego, a co dopiero takiego terenowego potwora.
Ale my się tego nie boimy, trzeba spróbować wszystkiego!
Podzieliliśmy się więc na dwie grupy i pierwsza (dziewczyny) wsiadła do Hummera H2 z instruktorem. Panowie szarmancko dali nam pierwszeństwo. Chyba chcieli zobaczyć jak to się robi :)
Tak więc instruktor przejechał z nami całą trasę, usiadł na miejscu pasażera i przyszła nasza kolej. Czyli na mnie. To automat, trochę sztywne pedały, ale można się przyzwyczaić... Jasne, możemy jechać.
"I nie jesteś przypięty, bo nie musisz?"
"Nie. To po to, żebym mógł wskoczyć na kierownicę, gdyby coś...."
"Oh" ...
To nie pomogło mi dwa razy, ale nie mogłem się doczekać, więc wjechałem na tor. Z jazdą radzisz sobie naprawdę szybko, a instruktor daje jasne wskazówki, gdzie przyspieszyć, gdzie skręcić i gdzie hamować, więc nie ma stresu i naprawdę cieszyłem się terenem. Mój samochód to ATV i spędzamy sporo czasu w terenie, ale to było coś innego... zupełnie inny poziom.

Ten samochód jechał w górę i w dół po niesamowitych wzgórzach, jechaliśmy z takim przechyłem, że miałem wrażenie, że jeśli nie przewróci się teraz, to nigdy, jechaliśmy przez dość głęboką wodę i błoto... cóż mogę powiedzieć. To był odlot! A najlepsze miało dopiero nadejść. Ponieważ pod koniec jazdy instruktor szepnął do mnie: "Nie martw się, na następnej będziesz miał o wiele więcej zabawy, tam naprawdę możesz się rozkręcić!"
.Wszyscy na zmianę zajęliśmy miejsce kierowcy i wszyscy wysiedliśmy z wielkim uśmiechem na twarzach.
Humvee - zupełnie inny poziom adrenaliny
Ale wtedy instruktor wyszedł i wrócił do nas z Humvee. Z wyłączonymi drzwiami. Tak bardzo jak lubimy adrenalinę za kierownicą, to sprawia, że czujesz się nieco pewniej, gdy masz przynajmniej coś wokół siebie. Przynajmniej drzwi. Cóż, zobaczymy, chyba będziemy musieli pozostać przy...

Ponownie wykonaliśmy jedno testowe okrążenie, aby zobaczyć, którędy i jak to zrobić. Ponieważ tym razem trasa była nieco inna, dodając między innymi ogromną dziurę, która sprawia, że czujesz się, jakby twój samochód miał pęknąć na pół. Tak się jednak nie stało. I to był prawdziwy hoot.

Potem było już po nas. Instrukcje były jasne, automatyczne, uważaj na bardzo czułe hamowanie i odwrotnie, bardzo mocną przepustnicę. Mamy to, ruszamy!
.Kiedy usiadłem za kierownicą, otrzymałem jeszcze jedną kluczową instrukcję "Nie musisz hamować" .... "W ogóle?" "No."
To było wyzwanie, któremu nie można było się oprzeć, więc tak jakby przeskoczyliśmy pierwsze trzy wzgórza, z którymi Hummer poradził sobie ostrożnie z nogą na hamulcu! Wow, to będzie coś! Jechaliśmy na pełnym gazie pod górę, w dół, skacząc po horyzontach, rzucając nim na zakrętach, a w wodzie pod wzgórzem też nie było hamowania! Więc ruszyłem i... przepraszam, Ada. Ale błoto zmywa się całkiem dobrze, prawda?
.


